Moje życie wygląda tak: przychodzę do biura, które dzielę z kilkoma innymi informatykami, odpalam komputer i… siedzę i czekam i od czasu do czasu interweniuję, a najczęściej robię porządki, sprawdzam i wymyślam nowe zabezpieczenia. Jak myślicie czym się zajmuję?
Ba! Moja praca to administracja serwerów. To co napisałem wyżej można w sumie uznać za bardzo skrócony i pobieżny opis stanowiska pracy.
W rzeczywistości administracja serwerów jest sprawą nieco bardziej skomplikowaną.
Głównie dlatego, że userzy na tych serwerach są nieskończoną wręcz kopalnią różnych komputerowych kaczek, w tym sensie, że nawet jeśli czegoś nie zepsują przez przypadek, to grzebiąc w plikach, w sieci, potrafią tak namieszać, że w głowie się nie mieści. Oczywiście zdarza się to tylko w firmach, w których nie wdrożono polityki zarządzania informacją i polityki zarządzania siecią i serwerami. Generalnie nie chodzi nawet o to, by politykę taką tworzyć w jakiejś bardzo uściślonym i sformalizowanym wydaniu. Chodzi raczej o to, by właściciel firmy lub służby odpowiedzialne za zasoby komputerowe zdały sobie sprawę z tego, jak strategiczne są to zasoby, jak można w nich namieszać i ile przez to stracić.
Administracja serwerów to główna działalność firmy, w której pracuję. Wynajmujemy się czyli robimy outsourcing IT i muszę wam powiedzieć, że naprawdę się sprawdzamy. Z tego co widzę, gdy dostajemy nowego klienta jest on zielony, niezabezpieczony i nieodporny na ataki z zewnątrz i własne błędy. Po paru dniach jesteśmy w stanie sytuację opanować. A potem? Potem spokojnie administrujemy czyli… przychodzę do biura, siedzę, czekam i…. i tak dalej
.
Brak podobnych wpisów.
Related posts brought to you by Yet Another Related Posts Plugin.